Opis uroczystości pogrzebowych świetlanej pamięci
Henryka Mikołaja Milera
Weterana walk powstańczych 1864r.,
adiutanta
generała Hauke-Bosaka,
Zmarłego w Zamościu w dniu 14 października 1921
roku.
Niebo mgliste, jak zwykle jesienią,
już na drzewach ostatnie zamierają liście,
twarze ludzi u tłumów powagą się mienią,
bo powstańca żegnają z żalem uroczyście.
Jego starcza powstać przez wszystkich kochana,
Była w nimbie czci wielkiej z pietyzmem żegnana.
„Requem-eternam” – słychać śpiewy księży,
co się komżami pośród ludu bielą,
łączy się z nimi czasem szczęk oręży
wojska, co również hołd w pochodzie dzielą.
Zmarły był weteranem wyzwoleńczych bojów,
z których tak znany rok sześćdziesiąt trzeci
tak bolesny, a wspomnień drogich podziw nieci.
Znał On wielu we walkach tych znojów.
Swój szlak życiowy przebył i na Sybirze,
gdy kraj pozostał długie lata w kirze.
Przodem w pochodzie ciągnie się wąż długi
zakładów szkolnych Zamoyskiej młodzieży,
na kształt ruchliwej kolorowej smugi
do stacji Zamość, dokąd droga Bierzy,
tam się odbędzie zwłok jego żegnanie,
co Testamentu wypełnił zadanie,
bowiem z pokoleń każde w swym ogniwie
rwało swe więzy w ducha swym porywie,
lecz chociaż naród krwawił się ogromnie,
duch się hartując, dalej żył niezłomnie
z wiarą, że wreszcie starga swoje pęta -
taka bowiem Testamentu była wola święta.
Przed trumną bractwa, tu świec mnóstwo płonie,
kroczy piechota, a przy proporcach konno i ułani,
oficerowie Mu sercem oddani
niosą trumnę, co we wieńcach tonie.
Przez gród hetmański tak ten pochód płynie,
czoło daleko gdzieś w zakrętach ginie.
Grają dzwony kolegiaty na wieczny spoczynek,
marsz żałobny – orkiestra z małymi przerwani,
niebo rosi jakby żalu łzami,
tłum ogromny wkracza już na rynek.
Tak ten pochód kroczy wolno z ciałem weterana,
chyba Jego dusza czuła, jak była uznana.
oni jedni z najbliższej rodziny,
a wokół i za nimi ludzkie kroczy mrowie,
ale, choć zbolałe, dumne są ich miny,
bo ten zmarły adiutant Hauke generała –
to ich ojciec – Jego zwłoki trumna zawierała.
Była to postać wzniosła i z tego słynęła,
że znicz wiary Mu płonął wbrew mrokom i burzy,
Jego hasłem od dziecka było „nie zginęła”,
i tym hasłem ojczyźnie swej służy –
i tej walce, co przyszła o wolność ojczyzny
poświęcił swoje serce i siłę tężyzny.
Już stacja, skąd koleją tejże jeszcze doby
do drogiego Mu miasta zwłoki stąd jadą,
do Kalisza gdzie matki i rodzinne groby,
wiec po salwach piechoty do wagonu kładą.
Na te podróż ostatnią od Zamoyskiej ziemi
żegna Je kapelan i lud modły swemi.
Kapłan, jak w natchnieniu, mówi o Jego życiu,
gdy Polska cierpiała,
że dzięki takim duchom, jak zmarły, Polska zmartwychwstała,
podkreślając w swej mowie zwrotem do młodzieży,
jaka tym bojownikom wdzięczność się należy.
Tak zegnane odeszły zwłoki do Kalisza,
gdy po baczność „prezentuj” nastała już cisza.
Jeszcze tylko czas jakiś dochodził z daleka
pogwar tłumów, co po modłach odpływał, jak rzeka.
Kalisz, stacja od miasta dosyć odległa,
Tu po dniach paru przywiózł wagon zwłoki.
Czernią się znów tłumy, to ludność wyległa,
zajmuje plac przed stacją, ulic jezdnie, boki.
Kalisz wyległ ludnością dosłownie
Choć zwłoki przyszły z daleka
o czci wielkiej świadczyły wymownie
te tłumy, gdy trumny zamknęły się wieka,
taki pogrzeb nie często się zdarza,
by kirem swym przejął tak masy,
był bowiem weteran druidem ołtarza
ojczyzny po starcze swe czasy.
I nie tylko w Nim czczono jedynie polaka,
Jego rysy szlachetne były zawsze wzorem,
nie często bo postać zjawiała się taka,
promiennym dążąca wciąż torem.
Wielu księży przed trumną, i świateł, i mnóstwo młodzieży,
pełno kwiecia, jedliny, pochód się formuje
i czeka już laweta, na niej trumna leży,
dla porządku na koniach milicja cwałuje.
Muzyka wnet zagrywa swe żałobne marsze,
czasami dla odmiany wojenne Przeboje,
jak wizje suną w oczach bitwy, atak, szarże
i w piosenkach żołnierskich marsze, trudy, znoje.
Tak powoli – chyba po godzinie
zbliża się orszak pogrzebowy już do bram cmentarza
swoim czołem wnet wkracza i w alejach ginie,
milicja na porządek, choć ścisk wielki, zważa.
I oto z tej ciżby, gdy trumnę składają z lawety
przed grobowiec rodzinny tuż zaraz za murem,
występują lutniści mężczyźni, kobiety,
aby zwłoki czcigodne uczcić swoim chórem.
Uciszyły się gwary. Słychać w ciszy dzwony
kaliskiej kolegiaty, wreszcie zapóźnione milkną smętne tony.
Poczem mówcy kolejno w obrazowej mowie
przedstawiają zmarłego, jako wzór rodaka,
co Polskę promieniował w każdym swoim słowie,
gdy chodziło o serce i sztandar polaka,
wspominają jak miłował i ten gród kaliski,
jak Mu tu każdy człowiek od dziecka był bliski,
ile lat dziesiątków przebył w drogim mieście
i ile tych cnót wielkich dał przykładu wreszcie.
Gdy skończyli – grzmi wkoło chóralne to rzewne „śpij z Bogiem”,
i jak fala, gdzieś płynie w przestrzeniach cmentarza
a ginąc tam daleko, poza murów progiem,
jakiś nastrój nieziemski w słuchaczach wytwarza.
Wieniec dalszych pieśni wzniecił w sercach drgania
i wywołał u czulszych rzewne ciche łkania …
Kapłan wieko trumny pokrapia poświęcona wodą
i czyni znak krzyża świętego,
opuszczają do grobu już postać kochaną,
a kto bliżej wnet żegna drogie zwłoki Jego,
rzucając na trumnę grudkę ziemi małą,
i tak już zakończono uroczystość całą.
Tak został pochowany starzec zasłużony
we wolnej już Polsce przed laty,
dzieciom synów-ich dziadek weteran ze świętej nam daty.
Umarł już pocieszony, bo Bóg Mu zezwolił
tej chwili doczekać, gdy los dziejów ojczyznę wyzwolił.
Kalisz, 17 maja 1924 r.
Stefan Miler, syn